Zdrowa relacja z psem. Kto jest ważniejszy?
„Pies ma się dostosować, w końcu to on mieszka u mnie“. „Jak wzięłaś psa, to teraz Twoje życie ma się kręcić wokół niego“. Te dwa stanowiska prowadzą w to samo miejsce: do sfrustrowanego opiekuna i psa, z którym „coś jest nie tak”. Bo zdrowa relacja z psem nie leży ani po jednej, ani po drugiej stronie.
„Pies ma się dostosować” – czyli wychowujemy, ale nie dajemy nic od siebie
Zacznijmy od pierwszej skrajności. Bierzemy psa i oczekujemy, że to on wykona całą robotę: nauczy się nie skakać, nie ciągnąć, nie szczekać, zostawać sam, nie ruszać kanapy. My w tym czasie czekamy na efekty.
Tylko że pies nie przychodzi do nas z fabrycznie wgranym oprogramowaniem „grzeczny pies domowy”. Przychodzi z oprogramowaniem „pies”: z potrzebą węszenia, gryzienia, ruchu, kontaktu, bezpieczeństwa i naprawdę sporej ilości snu. Wymaganie, żeby pies dostosował się do naszego świata bez naszego wkładu, to jak zatrudnienie pracownika bez szkolenia, bez wypłaty i bez przerwy na obiad – a potem pretensje, że źle pracuje.
Jeśli chcemy, żeby pies żył według naszych zasad, musimy dać coś od siebie. Czas na wychowanie i szkolenie – nie raz w tygodniu na placu, tylko w codziennych, krótkich sytuacjach. Zaspokojenie potrzeb gatunkowych – bo pies z pustym „bakiem” nie ma z czego być grzeczny. I cierpliwość, bo nauka to proces, a nie jednorazowa transakcja.
To jest ta część, w której człowiek dostosowuje się do psa, bo uznaje, że wziął pod dach inny gatunek, i robi mu w swoim życiu realne miejsce.
„Wszystko dla psa” – czyli druga skrajność, o której mówi się za mało
Ale jest i drugi biegun, coraz częstszy. Opiekunowie, którzy podporządkowali psu absolutnie wszystko. Nie wyjeżdżają na urlop od pięciu lat, bo pies źle znosi zmiany. Nie zapraszają gości, bo pies szczeka. Rezygnują ze spotkań, pasji, czasem z relacji z ludźmi. Każdy spacer to misja, każdy dzień podporządkowany psim trudnościom.
Brzmi jak wielka miłość? Na krótką metę może i tak. Na dłuższą – to prosta droga do kryzysu. Bo poświęcenie ma to do siebie, że wystawia rachunek. Najpierw pojawia się zmęczenie, potem żal („ja robię wszystko, a on dalej…”), potem załamka, a na końcu bywa, że decyzja o oddaniu psa – podjęta przez człowieka, który jeszcze rok wcześniej „żył tylko dla niego”. Wypalenie opiekuna jest realne, tak samo jak wypalenie rodzicielskie. Tylko rzadziej się o nim mówi, bo przecież „sama się na psa zdecydowałaś”. Ostracyzm zresztą mamy podobny, przyzanie się do bycia zmęczonym dzieckiem, psem prowadzi do nazwania złym, nieodpowiedzialnym.
Szczęśliwy przewodnik, czyli czego uczy nas psychologia rodziny
W psychologii rodziny od dawna powtarza się jedną rzecz: żeby dziecko było szczęśliwe, rodzic też musi być szczęśliwy. Rodzic, który tylko się poświęca i nie dba o własne potrzeby, prędzej czy później nie ma z czego dawać – zostaje frustracja, napięcie i poczucie winy, a dzieci to wszystko doskonale czują.
Z psami jest identycznie. Pies żyje z nami w jednym domu i czyta nasze emocje bezbłędnie. Napięty, wyczerpany, sfrustrowany opiekun to dla psa codzienna dawka niepokoju – żaden trening tego nie przykryje. Nie bez powodu w naszym słowniczku od lat figuruje „szczęśliwy przewodnik”, czyli spokojny i szczęśliwy opiekun, który prowadzi psa przez życie. Kolejność nie jest przypadkowa. Twój spokój i Twoje zaopiekowane potrzeby to nie egoizm. To zasób, z którego Twój pies korzysta każdego dnia.
Relacja z psem to wymiana
Zdrowa relacja to taka, gdzie dostosowują się obie strony, bo relacja to wymiana, a nie transakcja w jedną stronę.
Pies uczy się żyć w naszym świecie: że w nocy się śpi, że na gości się nie skacze, że smycz to element spacerów, że czasem trzeba poczekać. Ma prawo, żeby otrzymać od nas jasną komunikację, czas na naukę i wyrozumiałość dla błędów.
Człowiek robi psu miejsce w swoim świecie: planuje czas na spacery, węszenie i trening, uwzględnia psa w decyzjach (urlop, przeprowadzka, długi dzień pracy), akceptuje, że pies bywa niewygodny, bo jest psem, a nie maskotką.
Człowiek nie znika z tego równania. Masz prawo do urlopu (od tego są sprawdzeni petsitterzy i hotele dla psów). Masz prawo do wieczoru bez psa, do gości w domu, do własnych pasji. Masz prawo powiedzieć „dziś robimy krótszy spacer, bo jestem chora” – jeden gorszy dzień nie rujnuje dobrostanu psa, który na co dzień ma zaspokojone potrzeby.
Zdrowa relacja – mały test na koniec
Jeśli chcesz sprawdzić, w którą stronę przechyliła się Wasza waga relacyjna, zadaj sobie dwa pytania. Pierwsze: kiedy ostatnio poświęciłam psu czas na naukę czegoś, co ułatwiłoby nam wspólne życie? Drugie: kiedy ostatnio zrobiłam coś tylko dla siebie, bez psa i bez wyrzutów sumienia?
Jeśli na któreś z nich odpowiadasz „nie pamiętam” – to jest miejsce, od którego warto zacząć. Bo najlepsze, co możesz dać swojemu psu, to nie bezgraniczne poświęcenie ani święty spokój. To szczęśliwy przewodnik po drugiej stronie smyczy.









